14. Gniew

Gałganku,

Wiesz… Nie jestem raczej osobą, która umie sobie radzić ze złością. Muszę krzyczeć, bić, szarpać, wyżyć się…

Ostatnio byłam bardzo zła, bardzo się wkurzyłam. I wyjątkowo próbowałam to odreagować inaczej. Odcięłam się od ludzi, by żadne z nich niewinnie nie oberwało w natłoku burzących się we mnie emocji. Zamknęłam się sama w pokoju, nie wpuszczałam nikogo, nawet się rozpłakałam ze złości. Nic…

Postanowiłam więc wyjść z moim mikrusim pieskiem na spacer, ale to też nie pomogło… A chodziłam bardzo długo… Oglądałam się na wszystko… I nic, zero ulgi.

Teraz leżę w łóżku i ta złość nie daje mi zasnąć. Jestem jak tykająca bomba, gotowa wybuchnąć w każdej chwili.
Co jest ze mną nie tak Gałganku? Nawet głębokie oddechy nie łagodzą mojego gniewu.

Ciężko mi się z tym ogarnąć, w tej chwili nie czuję się sobą. Jakby sączyła mnie jakaś choroba, sprowadzająca powolnie mój niechybny koniec.

Czy to może być choroba Gałganku?

Nie chcę Cię martwić, zapewne masz sporo swoich spraw na głowie. Tak jak mówiłeś; mam na siebie uważać. A skoro ja muszę na siebie uważać z Twojego powodu, to Ty chyba tym bardziej.
Brak zrozumienia czasami potęguje ten mój gniew. Bo czy można coś zrobić jak się nic nie wie?

Czekam na jakieś wieści Gałganku.
Staram się być ostrożna, ale nie wiem czego mam unikać.
Podpowiedz coś Gałganku.

B.Z.

Reklamy

13. Boję się

Mój przyjacielu,

Nie wiem co się dzieję. Znowu u mnie byłeś i znowu wzbudziłeś mój strach o Ciebie. Chociaż kazałeś mi martwić się o siebie.

Nic nie rozumiem Gałganku, o co chodzi? Kolejny raz nie pozwoliłeś mi ze sobą porozmawiać, ostrzegłeś mnie tylko przed ,,tym złym”… Jakim złym, Gałganku? Kim jest ten zły?

,,Wystrzegaj się takiego jak ja.”
Co to miało znaczyć?! Wyjaśnij mi.
Brakuje mi Twojego towarzystwa, dlaczego nie chcesz wrócić? Co Cię powstrzymuje?

Skoro przychodzisz by mnie ostrzec to znaczy, że wciąż Ci zależy. A skoro Ci zależy to bądź przy mnie.

Przez to wszystko nabawię się jakiejś paranoi. Byłam na mieście i nie mogłam opanować nerwów. Cały czas wydawało mi się, że ktoś mnie śledzi, że ktoś za mną chodzi. Nic nie zrobiłam, od razu wróciłam do domu.
Raz nawet myślałam, że dostrzegłam Ciebie. To by było śmieszne, nie? Przecież nigdy nie widzieliśmy się za dnia.

Nie wiem już co myśleć, Gałganku… I zaczynam się bać. Czy ja naprawdę mam zacząć się bać?

Proszę, wyjaśnij mi więcej.

Czekam.

B.Z.

Chcecie wiedzieć coś więcej o ,,tym złym”? Zapraszam na Alternatywnego Gałganka.

12. Nowy towarzysz

Mój Gałganku,

Czułam się trochę samotna czasami. Pamiętasz jak zastanawiałam się nad adopcją psa? No więc zrobiłam to. Koleżanka miała do oddania szczeniaczki, więc jednego adoptowałam. Piękny, wesoły kundelek.

Ciężko ją (bo to dziewczynka) nazwać psem. Raczej pieskiem, piesiuniem, piesiaczkiem. Jest dosłownie mikrusia. Na ostatnim spacerze stanęła na śniegu, który się pod nią nie ugniatał i wpatrywała się w głąb śladu odciśniętego przez spory, ludzki but. Słowo daje, że mogłaby tam wpaść i zniknąć na psie wieki, niczym kamień rzucony w wulkaniczny krater. A miałaby tam tyle zaplecza do biegania, że nawet by się nie zorientowała. No taka jest mikrusia.
Dużo z nią pracy, to fakt, ale mam do kogo wracać. Już zaczęła mnie witać wesoło w progu nim jeszcze zdążę wejść do domu. To miła odmiana.

Niedługo ją mam, a powoli się do niej przywiązuję. Wiem, że nauczona poprzednimi wydarzeniami powinnam nie przywiązywać się do nikogo, ale czuję, że ona na nie zasługuje. Ufam jej, nawet pomimo tego, że zrobiła sobie z moich kapci gryzaka. Kiedy przychodzi na moje kolana, by po całym dniu rozrabiania w końcu usnąć, wiem, że mogłabym zrobić z nią wszystko. I wiem, że to ona pierwsza mi zaufała, więc nigdy jej nie zawiodę. I nie skrzywdzę.

Tak szybko się uczy, jak człowiek chyba nigdy by się nie uczył.

Mała z niej rozrabiaka.

Wciąż nie ma imienia, wiesz, że nie jestem w to najlepsza.

Ale jest moja.

Cieszę się, że ze mną jest.

B.Z.

Pierwsza notatka od autora!

Powstaje alternatywny, mniej grzeczny Gałganek. Już niedługo do przeczytania na: NIKCZEMNY GLONEK.

11. Jesteś!

Kochany Gałganku,

Tej nocy przyszedłeś do mnie. Gdy zobaczyłam Cię w otwartym oknie myślałam, że jesteś marą senną, nocną zjawą, które jak wiesz widywałam nie raz. Dopiero po chwili, gdy wciąż nie znikałeś, uświadomiłam sobie, że jesteś prawdziwy.

Nie podszedłeś bliżej, nie usiadłeś na krawędzi mojego łóżka jak to miałeś w zwyczaju. Po prostu stałeś tam i się mi przyglądałeś.

Wyglądałeś jakoś inaczej. Niby wiedziałam, że to ty, a jednak miałam wrażenie, że patrzę na kogoś innego. Kogoś starszego, poważniejszego, kogoś… Zmęczonego.

Nie śmiałam nic powiedzieć, chociaż bardzo chciałam zerwać się i Cię przytulić. Pierwszy raz jednak nie byłam pewna Twojej reakcji, tak bardzo się zmieniłeś.

,,Przepraszam.”

Tylko tyle od Ciebie usłyszałam. Tylko i aż tyle.

Tak bardzo pragnęłam Cię zobaczyć, a gdy już przy mnie byłeś ja… Nie wiedziałam co zrobić.

I nim zdążyłam się ruszyć, ponownie zniknąłeś za moim oknem, w czeluście nocy. Nie uwierzyłabym, że faktycznie się pojawiłeś, gdybym Cię tak wyraźnie przed sobą nie widziała.

Wiem, że życie składa się z wielu rozstań i rozczarowań. Wiem również, że wiele rzeczy się kończy w sposób, delikatny, niezauważony. W chwili, której zdajemy sobie sprawę z ich końca czujemy lekki żal, może nostalgię, ale szybko się z tym godzimy. Czy tak nie byłoby łatwiej? Gałganku, jeżeli już musisz tak znikać… Nie możesz spróbować być niezauważony?

O matko, tak cieszę się, że żyjesz!! Moja głowa potrafiła rysować naprawdę przedziwne scenariusze Twojego zniknięcia, jak dobrze wiedzieć, że jeden, ten najgorszy z nich okazał się nieprawdziwy.

Musisz jeszcze wrócić Gałganku.

Wrócić i mi o wszystkim opowiedzieć.

Co się z Tobą działo?

I skąd w Twoich oczach taki smutek?

Wróć Gałganku.

Porozmawiajmy.

B.Z.

10. Zaległości

Gałganku,

Wybacz… Od miesiąca nie napisałam do Ciebie żadnego listu. Nie mogłam się przemóc, wciąż czułam złość na przemian z żalem. Nie umiałam tego kontrolować.

Mam nadzieję, że nie czekałeś na nie zbyt mocno. Teraz pomyślałam w końcu o Twoich uczuciach i postanowiłam znowu napisać.
Ale wiesz, że ciężko pisze się do powietrza. Kiedyś rozmawialiśmy o tym co napisałam, teraz nie ma nic, żadnej odpowiedzi. Dlatego też ciężko mi się zmotywować do kolejnego listu. Miło by było wiedzieć, że faktycznie je czytasz i co o nich właściwie myślisz.
Chciałabym umieć zrezygnować, pójść dalej, nie przejmować się już, tak jak zapewne Ty uczyniłeś. Nie potrafię jednak, jeszcze nie teraz. Coś wewnętrznie nakazuje mi wręcz, by sklecić do Ciebie kolejne słowa. Mam więc nadzieję, że czytasz te moje wypociny.

Minął miesiąc… No właśnie, miesiąc, a u mnie nic się nie zmieniło, wciąż robię to samo, myślę to samo, tym samym się zajmuję. Całe nasze życie składa się z takich miesięcy, więc jak to jest, że w jednym nic się nie dzieje, a w drugim może zmienić się wszystko? Co decyduje o tym, który miesiąc będzie wyjątkowy?

Zastanawiam się jak to jest, że nawet głupia decyzja o tym, w którym miejscu przejdziemy przez ulicę może zaważyć na całym naszym życiu. To bardzo niepokojące… Niby to kwestia naszych wyborów, a jednak… Sama nie wiem.

Drogi Gałganku. Wciąż będę starała się do Ciebie pisać, niestety nie mogę obiecać, że regularnie co tydzień.

Gdzieś podział się mój entuzjazm i… Po prostu jestem dobra w ponownym motywowaniu się.
Ale jeszcze napiszę.

Do potem,

B.Z.

9. Nie rozumiem…

Gałganku,

Widziałam ślady stóp pod moim oknem. Nie wiem kto mógł się tam kręcić, przecież to nikomu nie po drodze, ale mam wątpliwości, że to byłeś Ty.

Ty kazałeś mi się uspokoić i już nie wróciłeś.

Dzisiaj czuję złość. Myślałam przecież, że jeszcze wrócisz i będziemy mogli o tym porozmawiać. Miałam nadzieję, że rozstanie z Tobą przebiegnie łagodnie, by aż tak nie bolało… Że zdążymy się pożegnać.

Zostawiłeś mnie wtedy wściekłą, zdenerwowaną, agresywną… I już więcej nie przyszedłeś… Jak mam nie żałować?! Jak mam nie pamiętać, że ostatnie słowa, które ode mnie usłyszałeś były wykrzyczane ze złością? Dzisiaj, po tak długim czasie obudziłam się z tą myślą i nie schodziła mi z głowy przez cały dzień.

Nie chcę tak się czuć, przecież nie powinnam być na Ciebie zła… To ja krzyczałam.

Ale jak mogłeś nie wrócić? Dlaczego nie wróciłeś chociaż jeszcze jeden raz by ze mną porozmawiać?

Sama już nie wiem… Nie myślałam tak o tym, po prostu smuciłam się, że Cię nie ma. Ale dzisiaj jestem o to zła!

Na codzień idzie mi całkiem nieźle, ale ja wciąż nie mogę zapomnieć…
Czuję ogromny żal.

To wszystko nie powinno się tak potoczyć Gałganku…

B.Z.

8. Samotność

Drogi Gałganku,

Każdy z nas zasługuje by czasami odpocząć. Po prostu przysiąść sobie, wyłączyć się na świat zewnętrzny i spędzić trochę czasu sam ze sobą. Ty dobrze wiesz jak to jest potrzebne. I choćbyś wtedy walczył ze wszystkim co w Tobie w tej chwili siedzi, a co na codzień chowasz pod pierzyną obowiązków i zajęć, to jest to czas, od którego nie wolno uciekać.

Bo poprzez zrozumienie siebie przychodzi rozumienie świata. Nie można rozumieć poprzez uniki. By zrozumieć trzeba się zmierzyć z niezrozumiałym.

To wymaga siły Gałganku, bo naprawdę można łatwo być zajętym, ale co tego, jeżeli odczuwasz strach przed nudą i byciem samym?

Ja się boję… Boję się każdej kolejnej nocy, w której mnie nie odwiedzasz.

Ale każdej nocy boję się coraz mniej. Przestałam już stawiać mury przed złymi myślami, wiesz Gałganku? Już wiem, że to nie złe myśli mnie niszczyły, a właśnie mury przed nimi.

Teraz, jak tylko te myśli się pojawiają, stawiam je przed sobą jak godnego przeciwnika i walczę z nimi, za broń i tarczę mając tylko mój upór, by te myśli przestały być straszne.

Czasami to boli, czasami płaczę…, ale to rozwija Gałganku. Już się tak nie boję, a nawet jeśli to wiem czego się boję.

Nie są to już niewidzialne cienie spod zakamarków mojego umysłu.

Wiesz, że wciąż mi Cię brakuje.

Tęsknię jak nigdy za nikim. Ale dobrze wykorzystuję ten czas.

Byłbyś ze mnie dumny.

B.Z.

P.S. Zastanawiam się nad zaadaptowaniem jakiegoś zwierzęcia, ale muszę zastanowić się jakiego.