10. Zaległości

Gałganku,

Wybacz… Od miesiąca nie napisałam do Ciebie żadnego listu. Nie mogłam się przemóc, wciąż czułam złość na przemian z żalem. Nie umiałam tego kontrolować.

Mam nadzieję, że nie czekałeś na nie zbyt mocno. Teraz pomyślałam w końcu o Twoich uczuciach i postanowiłam znowu napisać.
Ale wiesz, że ciężko pisze się do powietrza. Kiedyś rozmawialiśmy o tym co napisałam, teraz nie ma nic, żadnej odpowiedzi. Dlatego też ciężko mi się zmotywować do kolejnego listu. Miło by było wiedzieć, że faktycznie je czytasz i co o nich właściwie myślisz.
Chciałabym umieć zrezygnować, pójść dalej, nie przejmować się już, tak jak zapewne Ty uczyniłeś. Nie potrafię jednak, jeszcze nie teraz. Coś wewnętrznie nakazuje mi wręcz, by sklecić do Ciebie kolejne słowa. Mam więc nadzieję, że czytasz te moje wypociny.

Minął miesiąc… No właśnie, miesiąc, a u mnie nic się nie zmieniło, wciąż robię to samo, myślę to samo, tym samym się zajmuję. Całe nasze życie składa się z takich miesięcy, więc jak to jest, że w jednym nic się nie dzieje, a w drugim może zmienić się wszystko? Co decyduje o tym, który miesiąc będzie wyjątkowy?

Zastanawiam się jak to jest, że nawet głupia decyzja o tym, w którym miejscu przejdziemy przez ulicę może zaważyć na całym naszym życiu. To bardzo niepokojące… Niby to kwestia naszych wyborów, a jednak… Sama nie wiem.

Drogi Gałganku. Wciąż będę starała się do Ciebie pisać, niestety nie mogę obiecać, że regularnie co tydzień.

Gdzieś podział się mój entuzjazm i… Po prostu jestem dobra w ponownym motywowaniu się.
Ale jeszcze napiszę.

Do potem,

B.Z.

9. Nie rozumiem…

Gałganku,

Widziałam ślady stóp pod moim oknem. Nie wiem kto mógł się tam kręcić, przecież to nikomu nie po drodze, ale mam wątpliwości, że to byłeś Ty.

Ty kazałeś mi się uspokoić i już nie wróciłeś.

Dzisiaj czuję złość. Myślałam przecież, że jeszcze wrócisz i będziemy mogli o tym porozmawiać. Miałam nadzieję, że rozstanie z Tobą przebiegnie łagodnie, by aż tak nie bolało… Że zdążymy się pożegnać.

Zostawiłeś mnie wtedy wściekłą, zdenerwowaną, agresywną… I już więcej nie przyszedłeś… Jak mam nie żałować?! Jak mam nie pamiętać, że ostatnie słowa, które ode mnie usłyszałeś były wykrzyczane ze złością? Dzisiaj, po tak długim czasie obudziłam się z tą myślą i nie schodziła mi z głowy przez cały dzień.

Nie chcę tak się czuć, przecież nie powinnam być na Ciebie zła… To ja krzyczałam.

Ale jak mogłeś nie wrócić? Dlaczego nie wróciłeś chociaż jeszcze jeden raz by ze mną porozmawiać?

Sama już nie wiem… Nie myślałam tak o tym, po prostu smuciłam się, że Cię nie ma. Ale dzisiaj jestem o to zła!

Na codzień idzie mi całkiem nieźle, ale ja wciąż nie mogę zapomnieć…
Czuję ogromny żal.

To wszystko nie powinno się tak potoczyć Gałganku…

B.Z.

8. Samotność

Drogi Gałganku,

Każdy z nas zasługuje by czasami odpocząć. Po prostu przysiąść sobie, wyłączyć się na świat zewnętrzny i spędzić trochę czasu sam ze sobą. Ty dobrze wiesz jak to jest potrzebne. I choćbyś wtedy walczył ze wszystkim co w Tobie w tej chwili siedzi, a co na codzień chowasz pod pierzyną obowiązków i zajęć, to jest to czas, od którego nie wolno uciekać.

Bo poprzez zrozumienie siebie przychodzi rozumienie świata. Nie można rozumieć poprzez uniki. By zrozumieć trzeba się zmierzyć z niezrozumiałym.

To wymaga siły Gałganku, bo naprawdę można łatwo być zajętym, ale co tego, jeżeli odczuwasz strach przed nudą i byciem samym?

Ja się boję… Boję się każdej kolejnej nocy, w której mnie nie odwiedzasz.

Ale każdej nocy boję się coraz mniej. Przestałam już stawiać mury przed złymi myślami, wiesz Gałganku? Już wiem, że to nie złe myśli mnie niszczyły, a właśnie mury przed nimi.

Teraz, jak tylko te myśli się pojawiają, stawiam je przed sobą jak godnego przeciwnika i walczę z nimi, za broń i tarczę mając tylko mój upór, by te myśli przestały być straszne.

Czasami to boli, czasami płaczę…, ale to rozwija Gałganku. Już się tak nie boję, a nawet jeśli to wiem czego się boję.

Nie są to już niewidzialne cienie spod zakamarków mojego umysłu.

Wiesz, że wciąż mi Cię brakuje.

Tęsknię jak nigdy za nikim. Ale dobrze wykorzystuję ten czas.

Byłbyś ze mnie dumny.

B.Z.

P.S. Zastanawiam się nad zaadaptowaniem jakiegoś zwierzęcia, ale muszę zastanowić się jakiego.

7. Zmiany

Hej Gałganku,

Pierwszy raz naprawdę nie chciałam wracać do domu. Zrobiłam już wszystko co miałam, więc wciąż szukałam kolejnego zajęcia, czegoś czemu mogłabym się poświęcić choć na chwilę, byle tylko zostać jeszcze trochę. W końcu zorientowałam się, że powinnam już wracać… I wtedy posmutniałam.
Bo co mnie tam czeka? Nic, puste ściany. Kiedyś dom był dla mnie miejscem wytchnienia, oazą spokoju. Cieszyłam się, że w końcu ze wszystkim się wyrobiłam i mogę wracać… No właśnie, do domu.
Jednak odkąd mieszkam sama to wszystko mnie przytłacza. Ze wszystkim muszę radzić sobie sama, wszędzie chodzić sama, gotować sobie sama… Gałganku, jak dobrze było być dzieckiem.

Kiedy miałam Ciebie to przestało mnie tak uwierać. Cieszyłam się na nasze spotkania, wiedziałam, że mam na co czekać, więc codzienność mnie tak nie przytłaczała. Teraz muszę znaleźć gdzieś w sobie siłę, by zmienić i naprawić swoje życie. Bo mam je tylko jedno, powinnam więc je przeżyć jak należy.

Z Tobą u boku wszystko było łatwiejsze. Służyłeś mi zawsze radą, poświęcaliśmy sobie wzajemnie wiele uwagi, poza tym cieszyły mnie spotkania z Tobą.

A teraz nie zostało mi już nic co mnie cieszy, a to chyba znaczy, że powinnam coś zmienić.

Muszę nad tym popracować Gałganku.

Nie wiem jeszcze za co się wziąć.

Nie tak łatwo zmienić swoje życie.

Pozdrawiam Gałganku.

B.Z.

6. Czy to ty?

Drogi Przyjacielu,

Dzisiaj, stojąc pod oknem jak co noc, słyszałam hałas na zewnątrz, jakby ktoś się tam kręcił. Niestety niewiele mogłam wypatrzeć w ciemności, nawet jeśli od ziemi dzieli mnie zaledwie jedno piętro.

Czy to mogłeś być Ty? Jeżeli tak to dlaczego nie wyszedłeś do środka? I jak długo tam stałeś nim dotarł do mnie dźwięk istoty przedzierającej się przez krzaki?

Jednak to pewnie nie byłeś ty, a mój umysł kierowany nadzieją tylko wykreował taką możliwość.

Bardzo bym chciała wiedzieć co się z Tobą teraz dzieje. Myślisz o mnie czasami? Bo ja nie zapominam. Co tydzień ślę listy, wiedząc, że nigdy mi na nie nie odpowiesz.

Ale wiem, że czytasz, zawsze czytałeś to dlaczego nagle miałbyś przestać?

Tęsknię za Tobą. Tej nocy mi się nawet śniłeś. To był tak przyjemny sen, że obudziłam się z uśmiechem na ustach. I chociaż wiedziałam, że to wszystko nie stało się naprawdę to poprawił mi się humor na cały dzień.

Dopiero w nocy, gdy znowu czekałam, popadłam w stałą już dla mnie melancholię.

Co mam powiedzieć, gdy pytają skąd u mnie taki nastrój? Przecież nie mogę powiedzieć im o Tobie. Nigdy nie chciałeś bym mówiła o Tobie komukolwiek. Obiecałam Ci to.

Ale pytają, a ja zbywam ich milczeniem, lub zdawkową odpowiedzią. Chciałabym, by nie pytali, może byłoby łatwiej. Wiem, że się martwią, ale ja też się martwię. Martwię się, że nigdy sobie nie odpuszczę.

Nie chciałbyś tego Gałganku, nie chciałbyś, bym wciąż czekała.

Wiem i rozumiem.

Jednak jeszcze trochę poczekam.

B.Z.

5. … Czekam.

Gałganku,

Wciąż nie wracasz, nie wiem to już ile… Trzy tygodnie? Dalej co noc czekam na Twoje odwiedziny, przy otwartym oknie. Tak jak wcześniej. Wypatruję Cię już z daleka, jak zawsze, mimo że wiem, że wypatrzę Cię dopiero w ostatniej chwili.

Zawsze idziesz z tej samej strony, a ja nigdy nie dowiedziałam się skąd tak dokładnie. Pewność miałam tylko, że przychodzisz do mnie.

Wiesz, wracałam dzisiaj do domu i naszła mnie ochota na bigos? Rozumiesz to Gałganku? Na bigos. Tak z nikąd. Normalnie o tym nie myślę, nie byłam nawet głodna, a tu w głowie zaświtał mi… No właśnie bigos. Skąd bigos? Ja nawet nie umiem go ugotować!

Masz tak czasami, że nabierasz chęć na coś, co kiedyś zdawało Ci się być zupełnie obojętne? I nie możesz myśleć o niczym innym tylko o tej rzeczy, odbiera Ci to całe skupienie.

Wiesz, że zaznasz spokoju dopiero gdy ją dostaniesz.

Ja tak mam.

I nie chodzi tu tylko o bigos.

Proszę Gałganku, wróć do mnie.

Chociaż jeszcze jeden raz.

Daj się pożegnać.

B.Z.

4. Gdzie jesteś?

Kochany przyjacielu,

Wciąż Cię nie ma… Nie wiem co myśleć; czy naprawdę opusciłeś mnie na zawsze? Chyba wciąż nie jestem na to gotowa…

Czy będę pamiętać Twoją twarz? Czy mijając Cię kiedyś na ulicy będę wiedzieć, że to ty?

Nie nauczyłam się twoich szczegółów na pamięć. Wiedziałam, że kiedyś odejdziesz, przecież o tym rozmawialiśmy, poza tym każdy kiedyś odchodzi. Nie sądziłam jednak, że znikniesz tak bez uprzedzenia.

Co jeśli kiedyś zapomnę, że byłeś w moim życiu? Jeśli potraktuje Cię jak piękny sen? Nie chcę by tak się stało. To dla mnie za wiele.

Nie czuję, że straciłam Cię na zawsze. Mój umysł wierzy, że jeszcze wrócisz, nawet jeśli to może okazać się niemożliwe. Ile czasu minie nim się z tym pogodzę?

Nie pozwól mi się z tym pogodzić i po prostu wróć.

Nigdy mi nie powiedziałeś dlaczego musisz odejść, chociaż nie raz pytałam. Może sam nie znasz odpowiedzi, po prostu wiesz, że tak ma być? Czasami nasze wybory nie należą do nas, są konsekwencją zbiegu wydarzeń. I chociaż lubimy mieć przeświadczenie, że zawsze decydujemy, to wiemy, że sami postąpilibyśmy inaczej.

Czy to brak asertywności? A może po prostu tak trzeba? Może czasami musimy dokonywać wyborów, które nie są do końca zgodne z naszym przekonaniem?

Muszę pozwolić Ci na wybór, chociaż chciałabym, byś został.

Tęsknię Gałganku.

B.Z.